Odchodząca Honda Monkey i inne motocyklowe skamieliny

Sierpień 2017 będzie smutną datą dla miłośników japońskiej motoryzacji na dwóch kółkach. Wtedy to właśnie po 50-ciu latach zostanie zakończona produkcja legendarnej Hondy Monkey. Honda Monkey to symbol małolitrażowego motocyklizmu i motorynka, do której na pewno byśmy wzdychali za młodu gdyby nie fakt, że akurat urodziliśmy się gdzieś w środkowo-wschodniej Europie, a nie Japonii lub USA.

Koniec pewnej epoki

Wydawać by się mogło, że Monkey to ostatni Mohikanin wśród motocykli produkowanych tak długo bez większych zmian. Istnieje jednak jeszcze kilka maszyn, które również powinniśmy się spieszyć pokochać zanim odejdą na dobre. Oto subiektywny przegląd paru z nich.


Znajdzie się oczywiście szereg motocykli w stylu retro: Triumph Bonneville, Royal Enfield Bullet, Kawasaki W800, Yamaha SR400, liczne modele Moto Guzzi itd. Jednak gdy się im przejrzeć bliżej to dostrzegamy jak mało RETRO jest w RETRO. Nowoczesne zasilanie wtryskiem, tarcze hamulcowe, współczesne zawieszenia, rozruszniki, elektryka, i tak dalej…

Jest jeszcze kilka konstrukcji, które nie udają starych, a zwyczajnie stare są. I można je wciąż kupić prosto z fabryki. Jedną z nich jest...


Simson S51

Tak, to nie żart. Poczciwe dwusuwowe Simsony, na których wielu z nas stawiało pierwsze motorowe kroki wciąż można kupić w Niemczech z pierwszej ręki. Dotyczy to zarówno w wersji „szosowej”, jak i enduro.


Produkowane przez firmę MZA kosztują od 2990 Euro za podstawową wersję. Wraz zakupem dostaniemy też wszystkie niezbędne do rejestracji papiery. Różnice względem pierwowzoru? Na pierwszy rzut oka żadne. Nie sposób odróżnić wciąż śmigające po ulicach Berlina Simsony z czasów DDR od tych świeżo wyprodukowanych.

Diabeł tkwi w szczegółach:

  • gaźnik Bing zamiast oryginalnego BVF
  • współczesna instalacja elektryczna 12V
  • opony Heidenau, reflektory halogenowe i amortyzatory Bohemia

Poza tym Simson jest wciąż tym samym wesoło pyrkającym motorkiem jaki znamy z czasów PRL i lat ’90 w Polsce. Tak samo zresztą jak jego krewny od południowego sąsiada:


Jawa 350/634 Retro

Czechosłowacji już nie ma, a Jawa jest. Czeska Jawa ma się całkiem dobrze. Flagowym motocyklem pozostaje na wskroś nowoczesne enduro Jawa 660 – następczyni Jawy 650 Dakar – a ofertę uzupełnia mocno trącąca myszką Jawa 350 w trzech wersjach. Najciekawsza z nich to model 350/634 Retro (Classic), który do złudzenia przypomina Jawy z przełomu lat ’80 i ’90.


Sercem „nowej” Jawy jest ten sam dwusuwowy, rzędowy twin o pojemności 345 cm³ co niemal trzy dekady temu. Jedynym widocznym gołym okiem nowoczesnym elementem jest przednia tarcza hamulcowa o średnicy 265 mm i cyfrowe zegary. Na życzenie możemy doposażyć maszynę w takie bajery jak elektryczny starter i dozownik oleju.

Producent stosuje różne drobne modyfikacje swoich motocykli w zależności od rynku docelowego – przepisy homologacyjne bywają bezlitosne. Żeby poczuć ducha Czechosłowackiej Republiki Socjalistycznej w nowym wydaniu nasz portfel musi stać się lżejszy o ok. 2500 (w zależności od wersji).

Pozostaje zatem wybór czy za tę cenę kupić jakąś czterosuwową stodwudziestkępiątkę czy liznąć historii. Propozycja zdecydowanie dla koneserów.


Peugeot Vogue

Prawdziwy dinozaur a zarazem ostatni przedstawiciel wymarłego gatunku motorowerów. Nie motorowerów w rozumieniu legislacyjnym (maszyn o pojemności 50ccm), ale prawdziwych mopedów z pedałami.

Produkowany od 1977 roku (rozwiązania techniczne są jeszcze starsze - protoplasta Peugeot 103 narodził się w 1971 roku) Vogue przetrwał z minimalnymi zmianami w ofercie Francuzów aż do dziś!

Zdjęcie: insella.it

  • obecnie montaż zlecany jest chińskiej fabryce Jinan Qingqi, ale o jakość nie ma się co martwić, bo konstrukcja jest do bólu prosta i nie ma czego popsuć,
  • stalowa rama rurowa,
  • uproszczony dwusuwowy silniczek o pojemności 49cm³,
  • rozruch za pomocą pedałów, elektrycznego startera brak. …i to w zasadzie wszystko.

Motoryzacyjna definicja minimalizmu, którą można nabyć za 999 Euro. Niestety nie w Polsce, bo tutejszy dealer pojazdów z lwem w logo ich nie oferuje, ale dla chcącego nic trudnego w zglobalizowanej Europie. Peugeot Vogue już dziś jest obiektem kultu w pewnych kręgach i w dobie zmierzchu dwusuwów może to być ostatni moment na zakup. Idealny wybór dla ludzi, którzy uważają, że „kiedyś było lepiej”.


Honda Super Cub/Little Cub i Honda Monkey

Słowo kult już padło w tym tekście i mogłoby dotyczyć każdej z opisywanych maszyn, ale do małych Hond, które zmotoryzowały Japonię pasuje chyba najlepiej.

Honda Super Cub to najlepiej sprzedający się pojazd silnikowy w historii świata – od 1958 roku sprzedał się w liczbie ponad 87 milionów egzemplarzy. A gdyby policzyć wszystkie jego konstrukcyjne klony ta liczba przekroczyłaby bez problemu 200 milionów.


Wspomniana na samym początku Honda Monkey zadebiutowała jako Honda Z100 w 1961 roku i stanowiła w swoich czasach coś co dzisiaj nazwalibyśmy typowym funbikiem (lub motorynką). Duchową następczynią Hondy Monkey jest współczesna Honda MSX 125 znana na niektórych rynkach jako Grom.

Ciekawostką jest fakt, że kilka Hond Monkey zostało wykorzystanych w słynnej inscenizacji „Balladyny” z 1974 roku w reżyserii Adama Hanuszkiewicza. Na owe czasy lokalna sensacja i totalna egzotyka.


Tradycjonalistom, którym nie podobają się żadne współczesne wcielenia Monkeya i Cuba pozostaje wycieczka do Japonii. Na rodzimym rynku bowiem Honda wciąż oferuje oba pojazdy w niemal niezmienionej postaci. Jedyną większą zmianą jest wprowadzenie wtrysku paliwa zamiast zasilania gaźnikiem, by uczynić zadość wymogom norm ekologicznych. Wizualnie natomiast obie Hondy są trudne do odróżnienia od swoich protoplastów.

Prywatny import nie będzie tani ani łatwy, ale jest możliwy. Okazja z gatunku last minute by kupić sobie nowiutki pomnik japońskiej motoryzacji, który zupełnie przy okazji jest też naprawdę praktycznym środkiem transportu w coraz bardziej zatłoczonych miastach… Salonowe ceny to w przeliczeniu z japońskich jenów od ok. 10 tys. zł za Hondę Monkey i od 7,5 tys. za mniejszą (50ccm) Hondę Cub.