Suzuki SV650 vs Yamaha MT-07

Nakedy to klasa motocykli, które cieszą się rosnącą od 15 lat popularnością i to własnie teraz osiągają swoją apogeum swojej popularności - już dawno wyprzedzając motocykle sportowe, turystyczne czy cruisery. Tutaj nie liczy się pojemność silnika, moc maksymalna czy v-max. Najważniejsze są emocje i uczucia jakie maszyna w nas wyzwala podczas codziennego przepychania się przez zatłoczone ulice miasta. 

SV - warczy i zadziornie wygląda. 

SV650n II generacji pomimo upływu kilkunastu lat od premiery nadal wygląda świetnie - z przodu mamy klasyczny, okrągły reflektor, do tego próżniowo odlewaną, kratownicową ramę i ostro ścięty zadupek z ledami a'la streetfighter. Dodając do tego akcesoryjny tłumik - mamy świetny materiał na małego miejskiego bad ass'a. 

Silnik w układzie V2 robi swoje i Suzuki mruczy odkąd tylko odpalimy stacyjkę, a głęboki pomruk wraz ze zwiększeniem obrotów przeradza się w gardłowy ryk. Możecie być pewni, że podczas przejazdu tym motocyklem przez miasto (szczególnie po zmroku) zwrócicie na siebie uwagę każdego przechodnia. 

Widlasty silnik Suzuki lubi poszarpać i jest szorstki w obyciu.

Dwa cylindry tego motocykla lubią wpadać w wibrację, jeżeli zachce nam się przyspieszać, mając wbity zbyt wysoki bieg. Praca wtryskiwaczy także nie jest aksamitna i lubi czasem poszarpać. Ale czy to źle? Nie - w tym motocyklu własnie tego się spodziewamy! Jest szorstki, nieco kanciasty ale daję nam 100% motocykla w motocyklu - w starym dobrym stylu. Jadąc nim nie jesteśmy może królami szybkości - ale całkiem sprawnie zostawiamy świat za sobą, przy akompaniamencie basowego ryku - born to be wild!

MT-07 - futurystycznie nowoczesny zawadiaka 

Yamaha wypuszczając MT-07 zrobiła genialną robotę. Ten motocykl jest niesamowicie lekki, zwarty i przyjemny w obyciu. Oczy cieszą detale na każdym kroku - żaden inny motocykl nie będzie wyglądał tak jak nasza MT. Nisko poprowadzona lampa, świetnie wyglądająca czarna rama i sportowo skrojona tylna sekcja - a wszędzie logo ciemnej strony Japonii. 

Od MT wręcz bije nowoczesność - wystarczy spojrzeć na świetny wyświetlacz, który pięknie wpisuje się w styl motocykla - jednocześnie zapewniając nam mnogość informacji. Do tego mamy niezłe heble, abs i przyjemny silnik. Wszystko jest nowsze, lżejsze i lepiej działające niż w SV. Czujemy, że te 10 lat w motoryzacji sporo zmieniło. 

Yamaha ma podobną moc i v-max co Suzuki, z tą różnicą że jest delikatnie lżejsze - więc wygrywa w bezpośrednim drag race. Niewiele - ale jednak. 

Samo prowadzenie i silnik to totalnie inna bajka - jest zdecydowanie gładszy, praca wtryskiwaczy bardziej dopracowana - motocykl dużo pewniej i chętniej kładzie się w zakręty a przy tym nic nie traci na żywiołowości, ćwiczenie power wheelie na pierwszym biegu to naturalne skłonności rodziny MT. 

Przepis na idealnego miejskiego towarzysza?

MT wygrywa ten pojedynek - w każdym aspekcie jest o 15% lepsze niż SV - lepiej przyspiesza, lepiej skręca, lepiej hamuje. MT-07 to nowoczesny rozrabiaka i świetny sprzęt - jednak w jego cenie możemy mieć 2 SV'ki z 2012 roku. A to też ma spore znaczenie. Nasz werdykt?

Chcesz kupić świetnego łobuziaka, mieć nowy i nowoczesny motocykl - kup MT. Jednak jeżeli nie masz akurat tyle wolnej gotówki to SV będzie świetnym towarzyszem na wiele wypadów - bardziej szorstki, będzie wymagał zdecydowanej twardej reakcji z twojej strony ale da Ci mnóstwo frajdy z jazdy. 

Sklep MB