Cześć! Jestem Marcel i cały weekend majowy spędziłem na motocyklu. W kilkudniowej wyprawie na nasze polskie malownicze Kaszuby towarzyszył mi Himalayan, nazywany przez wielu motocyklistów wszędołazem i synonimem wszechstronności. Po 1500km ciężko się z tym nie zgodzić. Jak ten jednoślad sprawił się w moim odczuciu? Zapraszam do szczerej recenzji.

Czym jest Himalayan?
Na początku należy sobie uświadomić jedną kluczową sprawę – motocykl Royal Enfield Himalayan nie jest motocyklem turystycznym. Nie został stworzony do pokonywania setek kilometrów dziennie po autostradach. Ten model to średniej pojemności adventure, którego świetnie opisuje słowo przeprawowy. Jeżeli rozważasz zakup tego motocykla to mam nadzieję, że tak jak ja wolisz jeździć po drogach krajowych, podziwiając krajobrazy, niż pędzić autostradą do wyznaczonego punktu podróży.
Co pod maską?
Sercem tego motocykla jest jednocylindrowy silnik o pojemności dokładnie 452cc, pozwalający na żwawą jazdę, bez utraty komfortu z jazdy. Mimo sporego pojedynczego garnka w trakcie wyprawy nie odczułem żadnego dyskomfortu, który często może być kojarzony z taką konstrukcją silnika. Moc 40KM z momentem 40Nm w oferujące szybką dostępność mocy pozwalają pokonać praktycznie każdą przeszkodzę. Jaki V-max? Cóż... muszę być z wami szczery – nie sprawdziłem. Już na samym końcu wycieczki chciałem dotrzeć nieco szybciej do domu, a więc średnia prędkość wynosiła 135km/h w porywach do 140km/h, lecz prawdę mówiąc nie zdarzyło mi się odkręcić manetki do końca.

Ergonomia
Tu parę słów o budowie, pozycji i wymiarach. Himalayan został wyposażony w koła 21 cali z przodu i 17 cali z tyłu, co pozwala na sprawne pokonywanie przeróżnych terenów. Zawias Showa o skoku 200mm z przodu oraz regulowany 200mm z tyłu znacząco dodają komfortu jazdy. Warto tą regulacją się pobawić, aby poznać ustawienie najbardziej przyjazne do naszego stylu jazdy. Dodatkowo Royal pozwala na regulację wysokości siedzenia. Mimo mojego wzrostu około 183cm po kilkuset kilometrach zmieniłem ustawienie siedzenia na niższe, co dało mi złudny, ale skuteczny efekt podwyższenia kierownicy. Na takim setup’ie jechało mi się najprzyjemniej. Coś co zawsze sobie zachwalam to względnie długi ogon przy tak małym motocyklu, który pozwala spakować wszystkie potrzebne rzeczy na wyjazd. Pamiętajcie by szukając motocykla dla siebie poznać każdy jego szczegół.
Kokpit niczym w samolocie
Ogromną zaletą Himalayana jest wyświetlacz TFT. Ilość informacji, którą można odczytać na tak małym ekranie znacznie ułatwia jazdę. Wyświetlacz ma około cztery cale, a informacje jakie podaje to prędkość, obroty, poziom paliwa, aktualny bieg, godzina, temperatura, przebieg. Wszystko jest bardzo czytelnie poukładane i pozwala bardzo szybko zorientować się w sytuacji kierowcy. Pierwszy raz zauważyłem jak śledzenie temperatury czujnikiem na motocyklu potrafi ułatwić życie. Temperatura spada o trzy stopnie – ja nic nie czuję, ale wiem, że zaraz będzie chłodniej, więc ubieram membranę. Taki bajer! Dodatkowo, dla bardziej dociekliwych, menu umożliwia sprawdzenie kilka dodatkowych parametrów, takich jak zasięg kilometrów czy temperatura silnika.

Dla kogo?
Model Himalayan to absolutnie cudowny motocykl. Kropka. Czy podpasuje każdemu? Nie. To motocykl, który polecam motocyklistom lubiącym się pokręcić po okolicy, wjechać tam gdzie ciągnie intuicja, nie zważając na ograniczenia, które zazwyczaj powoduje przeciętny motocykl. Świetnie się również sprawdzi młodym adeptom, którzy świeżo po zdaniu prawka chcieliby jak najbardziej cieszyć się jazdą i poznawać tajniki świata motocykli. Może to być również dobry motocykl dla niezdecydowanych. Ze względu na to co oferuje będzie bezpiecznym wyborem dla osób, które nie wiedzą do końca w jakim kierunku podąży ich kariera motocyklowa.
Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej zapraszam na oficjalną stronę Royal Enfield: https://royalenfield.pl