KTM 1290 Super Duke R

KTM, czyli Pomarańczowi z Austrii są królami motocykli terenowych. Panują też niepodzielnie w niszy supermoto, został więc im jeszcze tylko jeden teren do zdobycia - szosa! Przygotowali więc zabójcę królów, który rzuci cień trwogi na konkurencję. 

Poczwarka 

Historia szosowych Duke'ów jest tak samo długa, jak brzydka. Pierwsze motocykle tej serii miały jednocylindrowe silniki wprost z enduro, do tego niezłe hamulce, lekkie prowadzenie i aparycje mrówki z Czarnobylu. Przy nich nawet stare BMW nie wydają się tak paskudne. Z czasem silniki stawały się większe i powstały jednostki (V2) dedykowane wyłącznie na asfalt. Z przyjemnością mogłem też obserwować jak brzydkie "mrówczątko" przepoczwarza się w dorosłego insekta - z naturalnym instynktem zabójcy. 


Moc jest wszystkim! 

Zaprezentowany w 2014 roku, zupełnie nowy motocykl KTM'a zrobił ogromne widowisko. Pomarańczowi urządzili istną rzeź niewiniątek. Ogromna, jednostka V2 o pojemności 1301 cm³, zamknięta w lekkie, rurowanej ramie. Do tego kilka minimalistycznych owiewek i... ogień! Motocykl, który już w dniu premiery został okrzyknięty Kubą Rozpruwaczem....

O co tyle krzyku? Silnik V2 produkuje 180 KM i 140 Nm! Wszystko to przy wadze 189 kg na sucho. Ten motocykl miał większego kopa niż każdy japoński superbike! 


A jeżeli komuś mało, to dedykowany układ wydechowy Akrapovič - podnosi moc do 192 KM i 147 Nm. Rakieta na dwóch kołach? To mało powiedziane! Podchodząc do tego motocykla miałem ogromny respekt. Po pierwszych przejechanych kilometrach adrenalina buzowała w żyłach.

Dotychczas największym sukcesem Austrii było przekonanie świata, że Beethoven był Austriakiem, a Adolf H. Niemcem. A potem pojawił się KTM 1290 Super Duke!

Takiego kopa mocy w górnym zakresie, wyrywającego ręce, szarpiącej się nieustannie kierownicy - nie czułem wcześniej na żadnym motocyklu. SV1000? Przy tym motocyklu to dziecinna i leniwa zabawka. Super Duke na śniadanie porwał japońskie nakedy, wypruł im flaki i usmażył na grillu. Żaden japoński naked nie mógł się z nim równać. Nawet europejskie konstrukcje w postaci Monster 1200S czy Aprilii Tuono zostawały w tyle.  

Super Naked

To nie jest normalny motocykl - kontrola trakcji pracuje nieustannie w pocie czoła. Na mapie sport (pełna moc) podczas przyspieszania - przednie koło cały czas podskakuje, nawet na 4 biegu! Gdyby nie kontrola trakcji i elektronicznie sterowana przepustnica - to sprzętem o tej wadze i mocy, po prostu nie dałoby się jeździć! 


Pomarańczowi postarali się także o to, aby silnik nie był jedynym mocnym punktem ich najnowszego dziecka. Dlatego szalony Książę dostał świetne zawieszenie przygotowane przez WP, do tego potężne hamulce od Brembo, a całość trzymała sztywna, choć lekka kratownicowa rama. 

Dzięki temu wszystkiemu - motocykl prowadzi się po zakrętach tak samo dobrze jak japońskie sportowe litry. Owszem, wymaga od nas więcej uwagi - bo duży moment obrotowy robi swoje, na precyzja którą nam daje kiedy wpadamy w zakręt jest imponująca. Wydaje nam się, że pędzimy jak dzik po prostej - a później wchodzimy w zakręt z precyzją antylopy. Majstersztyk. 

Pozycja 

To co napisałem wcześniej, wyraźnie określa Duke. Niby jest to naked - ale styl jazdy, charakter a nawet pozycja wskazuje na coś zupełnie innego. Podnóżki zostały mocno podniesione do góry i cofnięte do tyłu. Całym ciałem napieramy na bak, a kierownica choć prosta, to wąska.


Na tym motocyklu jeździ się jak na typowym motocyklu sportowym, który po prostu został pozbawiony owiewek. Komfort podróżowania jest minimalnie lepszy niż na R1, natomiast napór wiatru drastycznie większy. 

Teoretycznie da się tym motocyklem gonić za BMW S1000RR i dobić do 299km/h, pytanie jak nasz kark zniesie taki zabawy. 

Wady? 

Oczywiście jak każda konstrukcja tak i nasz KTM ma wady. Po pierwsze - duża V2 musi wibrować. Warto więc sprawdzać co jakiś czas poszczególne elementy motocykla, ponieważ rozkręcające się lusterka, podnóżki, a nawet tylne koło (!) to w tym motocyklu rzecz normalna. Do tego warto dbać o gumy, które w tym wypadku szybko zjada potężny moment obrotowy - ale czego się nie robi dla dużej mocy!

Pięta achillesowa każdego Duke'a - delikatna rama

Najgorszą przypadłością tego modelu jest lekka, kratownicowa rama. Niestety nawet lekki na pozór wypadek potrafi uszkodzić główkę ramy, co kończy się spawaniem lub wymianą całej ramy - i to takie motocykle bardzo często pojawiają się później do kupienia. Sprawienie sobie używanego Super Duke 1290 R nie jest więc prostą sprawą. Zawsze należy sprawdzić, czy rama nie zdradza żadnych konkretnych przygód. 

Wszystko to co pamiętam z dnia w którym jeździliśmy KTM'em to... moc, przyspieszenie, moc i adrenalina. Cała reszta jest nieważna. To szalony motocykl. Piękny, mocny i szalony.