Dakar - Etap X i XI!

Sonik unika wypadku i broni 1 miejsca. Hołowczyc awansuje na 3 miejsce.

X Etap Rajdu Dakar na zawsze zmienił klasyfikację quadowców. Ignacio Casale - jeden z faworytów i największy rywal Sonika, ostro ruszył ze startu z myślą odrobienia 4 minut straty do lidera. Niestety tym razem dynamiczna jazda nie opłaciła się i Chilijczyk musiał poddać się po zerwaniu łańcucha.

"Mijałem Ignacio na trasie. Miał urwany łańcuch. To prawdopodobnie przez silnik, a że dziś etap maratoński to nie było szans żeby to naprawić. Widziałem, że był kompletnie ugotowany psychicznie" komentował Sonik.

Kolejny zawodnikiem który musiał wycofać się z rajdu to Sergio Lafuente, zajmujący dotychczas 3 miejsce w klasyfikacji quadów. Urugwajczyk przewrócił się i złamał bark. Nie tylko konkurenci Rafała mieli ciężki wyścig. Także u naszego lidera było bardzo gorąco.

"W roadbooku na 193. kilometrze nie było zaznaczonej wielkiej dziury. Takiej, przy której powinny być dwa, a nawet trzy wykrzykniki. Wpadłem w nią i wyleciałem w powietrze. Trzymając cały czas kierownicę, aby zapobiec zrolowaniu quada, wpadłem na skały. Zostałem po nich przeciągnięty bokiem i nogami, które są całe posiniaczone i pokrwawione. Jestem z siebie dumny i absolutnie szczęśliwy, że wyszedłem z tego cało. To, że ja i quad jesteśmy w całości na mecie, to coś nieprawdopodobnego." – relacjonował Rafał.

Etap XI

Krzysztof Hołowczyc ukończył 11 Etap Rajdu Dakar dopiero na 18 miejscu - jednak dzięki wycofaniu się Yazeed Al-Rajhi, wskoczył na 3 miejsce w klasyfikacji generalnej. Saudyjczyk musiał wycofać się z rajdu z powodu poważnej awarii samochodu.

Motocykle

Jakub Przygoński jechał bardzo dobrze podczas X etapu rajdu. XI etap ukończył na 25 miejscu. Polak spadł w klasyfikacji generalnej z 17. miejsca na 18.

Quady - Sonik pewnie jedzie po zwycięstwo.

Rafał Sonik zajął dopiero 5 miejsce podczas XI etapu rajdu. Mimo to, dzięki wycofaniu się jego głównych konkurentów posiada i tak olbrzymią przewagę w klasyfikacji generalnej quadów. Być może dlatego Polak nie szarżował. Do połowy trasy utrzymywał się na podium, a na szczycie góry (ok. 3500 m.n.p.m) zameldował się na czwartym miejscu ze stratą ponad dwóch minut do prowadzącego Christophera Declercka.

"W czwartek było straszne ryzyko, można było zyskać kilka minut, ale i stracić godziny, albo jeszcze więcej. Było bardzo niebezpiecznie w górach, wąziutkie półki skalne z głębokim przepaściami, to po co miałem się tam wygłupiać. Po środowej wywrotce nie jestem jeszcze w pełni sprawny, więc musiałem jechać ostrożniej. Zresztą jakby to wyglądało, gdyby teraz się wywalił? Nie ma żadnego powodu się teraz napinać" - podkreślał Sonik. - "Stawka jest dla mnie oczywista. Doskonale znam to zjawisko, kiedy zawodnicy, którzy nie mają szans na wynik końcowy, ścigają się na zabój w ostatnich etapach, by udowodnić sobie, sponsorom, partnerom i kibicom, że są dobrzy. Pozwoliłem im się ścigać między sobą, bo mój cel jest zupełnie inny."

Chcesz wiedzieć co szykujemy?

Dołącz do motobandziorów - zapisz się do newslettera!

Zero spamu!