Race To Home Prolog - przygoda Twojego życia cz. 2

Jeżeli czytałeś poprzedni materiał o Race To Home Prolog – rajdzie dookoła Polski, który odbędzie się w maju 2018, do którego możesz dołączyć całkowicie za darmo, już teraz! (Link TUTAJ!) wiemy, że niecierpliwie przebierasz nóżkami w oczekiwaniu na drugą część wywiadu, a całą dzisiejszą noc zamiast normalnie chrapać robiłeś ‘brum brum!’.


A skąd to wiemy? Cóż, może Twoja partnerka uważa tak samo jak my – trzeba coś z tym zrobić? ;) Właśnie dlatego, już teraz prezentujemy drugą część wywiadu Młodego Kota z Filipem Lotarem Orleańskim – wywiadu, który odsłania całą słodko-gorzką prawdę o ciężkim życiu endurance’owego road-racera.


Młody Kot: Jesteśmy na drugim etapie rajdu, właśnie tniecie autostradę z rozsądnymi prędkościami turystycznymi: 180+. Jest 4 rano. Oczy same Ci się zamykają. Światła zaczynasz widzieć podwójnie, espresso i coraz częstsze postoje nie pomagają – co robisz?

Filip Lotar Orleański: To jest fenomenalny moment – ja mówię chłopakom, że ze mną ciężko już. Patrzymy na ławki przy McDonaldzie – mokre, nie możemy tam spać. Podchodzimy do drzwi we trzech, zamaskowani prawie. Pukamy, dziewczyna coś pokazuje na migi, że otwarte od 5:00, ale jakoś otworzyła nam drzwi. I kto jak nie Tomek, który sam nic nie mówił, że źle się czuje, pokazuje palcem na jedno z tych siedzisk i mówi ‘my-chcemy-tam-spać’. Wybuchliśmy śmiechem. No i dziewczyna nas wpuściła i na drugim piętrze w McDonaldzie, ustawiliśmy budziki na pół godziny, ale nie mogliśmy zasnąć śmiejąc się z tekstu Tomka. Ostatecznie obudziła nas dziewczyna, bo budziki nie były w stanie, mówiąc, że ludzie już przychodzą. Chcieliśmy jej bardzo podziękować, wiemy która to stacja jest, ale nie wiemy czy nie miałaby przypału u kierownictwa. Ale coś kombinujemy, żeby jej oficjalnie podziękować. W ogóle strasznie wstydziłem się przed tą dziewczyną zapachu naszych skarpet, ale tego nie musisz dodawać … :evil:

MK: Hahahah, aż tak źle?

FLO: Nie no stary… poważnie, masakra! Ale…wyszło tego snu z pół godziny, no i zajebisty moment: nasza nowa autostrada, na której nigdy nie byłem. Piękny słoneczny świt i łoimy tam z 250 albo 2-4 tyle ile Tomek dawał tym swoim turystykiem. Wszystko jest ok, my musimy i tak co 200 km czyli co godzinę z kawałkiem tankować. I nagle czuję jak puszcza wszystko i nie daje rade jechać nawet jednym okiem. A najgorsze jest to, że z chwili euforii trafiasz w jakąś mentalną pustkę i starasz się z tego jakoś samemu wykaraskać, cały czas trzymając odkręcony gaz. W pewnym momencie Negros mówi, ale zajebiste te górki dołki i te łuki. A ja na to: jakie łuki? Negros odpowiada: Ty, naprawdę? A ja mówię, że tak i pytam się go, czy nic się ze mną nie dzieje ale Tomek mówi, że spoko, jadę jak po sznurku. Ja tego nie pamiętam, jechałem jak w śnie. Potem były podobne akcje, gdzieś tam w Belgii obserwując czy mogę pas zmienić, patrzę w prawo i zaczynam skręcać i nagle wystraszyłem się tak, że mało nie spadłem z motocykla puszczając kierownicę, bo kątem oka po lewej stronie zobaczyłem fragment własnej owiewki. Już takie figle mózg płatał. Walczysz sam ze sobą.

MK: Czyli powrót z Polski, to była non stop walka żeby nie zasnąć, bądź w śnie jechać tak naprawdę lunatykując.

FLO: Dokładnie tak, chociaż to była moja fizyczność, może inni reagują inaczej. A Negros – podziwiam człowieka, mówię Ci po nocce na TIRze wsiadł na motocykl i pojechał do Polski ot tak. Dlatego wiedziałem, że warto się go trzymać. Tomka nie znałem ale Tomek jechał zupełnie innym sprzętem, więc to też inna sprawa. Ale na jego motocyklu to możliwe, ze usnąłbym jadąc jeszcze w stronę Warszawy, ha ha ha!

MK: Okej i wróciliście do domu, do Anglii, do Londynu już na metę?

FLO: Tu są takie niedopowiedziane sprawy. Bo miałem kontakt z moim kochaniem, moją dziewczyną Olivią. Która miała nas śledzić przez trackery w naszych telefonach, a które nie działały. Z ekipą z Ace Cafe przygotowywała całe powitanie. Ale nikt z nas w to powitanie nie wierzył, z reszta byliśmy spóźnieni o 8 godzin. W momencie jak się dowiedziałem, że oni nie jadą ze mną tam, na miejsce, to się załamałem.

MK: Rozjechaliście się?

FLO: Rozjechaliśmy się kilkadziesiąt mil za promem. Ja miałem wolne, Negros następnego dnia

MK: Czyli Negros wrócił z rajdu i wsiadł do ciężarówki jechać dalej?

FLO: Hahahah! Tak , dokładnie!

MK: Wow!

FLO: No tak, ale do dzisiaj podkreślam, że ja nie jestem żadnym wygranym tego rajdu. Wszyscy Ci, którzy brali udział dla mnie są mega. Ci którzy ukończyli tym bardziej, a nawet jeszcze bardziej Ci, którzy olali to żeby jechać pod Ace Cafe, bo jechali do domów jeszcze więcej mil niż ja! Mój sprzęt już zabrał mój dobry kumpel Jabol, jemu też dziękuję. Z tym rozciągniętym łańcuchem, rozszczelnionym wydechem nie było mu łatwo, ale dał radę.

MK: A jak wyglądał finisz? Powrót do Londynu i umarłeś, czy jeszcze miałeś siłę na świętowanie z tym wszystkimi ludźmi.

FLO: Nie, nie spoko było. Nawet jeszcze gdzieś tam koło poderwałem. Moi przyjaciele zrobili dla nas flagę, mam ją do dzisiaj (Piegu, Madziu i Tobie Olivio dziękuję). Był Bastek, reprezentant Polish Bikers z Bozią, czekali wiele godzin żeby nagrać finał rajdu i puścili go na żywo. Ja nie jestem telewizyjną osobą ale czułem się wtedy jak wyjątkowy gość. Walczyłem o coś ale czegoś takiego nie oczekiwałem. To było bardzo miłe. Dziękuję wszystkim za wsparcie i przywitanie…

Mimo, że dopiero się poznaliśmy, rozmawialiśmy z Filipem jeszcze długo, jak starzy dobrzy kumple. Jednak to co moich oczach stanowi prawdziwego motocyklistę, i to co w wyczynie Filipa jest najważniejsze i najpiękniejsze, to fakt że całą swoją wyprawę i ten niesamowity wysiłek, zadedykował swojemu Ojcu, tragicznie zmarłemu przyjacielowi Pawłowi ‘Cyborgowi’ Mirosław, który zginął w wypadku motocyklowym oraz Fundacji Ratownictwa Motocyklowego w Polsce.

W trakcie wywiadu Filip wielokrotnie podkreślał, że w tych najcięższych chwilach to właśnie myśli o tych szczególnie bliskich osobach dodawały mu siły, motywacji i wytrwałości. Z tego miejsca dziękuję Filipowi za wywiad a Ciebie zapraszam na Race To Home Prolog – sprawdź się, poznaj fantastycznych ludzi, przeżyj przygodę życia. Widzimy się na trasie!

LwG

Chcesz wiedzieć co szykujemy?

Dołącz do motobandziorów - zapisz się do newslettera!

Zero spamu!

Zobacz także

StylMartin sunset  evo stylowe buty  motocyklowe trampki miejskie
Yamaha WR 125X