Krystian Paluch w Manx Grand Prix 2019

Manx Grand Prix 2019 - relacja Krystian Paluch

Udało się ! Udało się zrealizować plan i spełnić wielkie marzenie! Działo się bardzo dużo i opisanie wszystkiego byłoby trudne, ale postaram się przekazać Wam wszystkie najistotniejsze informacje i zapamiętane przeżycia :)

Przyjechaliśmy na Wyspę Man, zbudowaliśmy bazę przy paddocku, gdzie już na samym początku dostaliśmy wielką pomoc od miejscowych Polaków. Po formalnościach i wszelkich odbiorach technicznych było kilka dni czekania. Wszelkie jazdy, czy to treningi kwalifikacyjne, czy wyścigi na Wyspie odbywają się tylko przy sprzyjających warunkach pogodowych i suchej nawierzchni. Nam trafił się deszcz przez blisko tydzień, co uziemiło wszystkie załogi. Wizja braku kolejnych treningów i zarazem nauki prawie 61 kilometrowej trasy nie napawała mnie optymizmem.


Na pierwszy trening kwalifikacyjny wyjechałem w klasie Newcomers. Pierwsze przejazdy były walką o przetrwanie. Miałem dużo sytuacji awaryjnych, gubiłem orientacje na trasie, nie pamiętałem wszystkich elementów, a przy prędkościach ponad 200 km/h nie było czasu na zawahania. Na szczęście tutaj z pomocą przyszło doświadczenie i opanowanie. Jestem pewien, że jakbym wystartował 10 lat temu, kiedy byłem młody i głupi, to bym nie wrócił z Wyspy cały i zdrowy. Tak jak się to przytrafiło mojemu koledze z Francji, z którym spotkałem się w marcu na Wyspie Man, miał wypadek podczas treningu i trafił do szpitala z pękniętą miednicą. Przyrzekał wtedy, że już nie wróci do ulicznego ścigania.

Trasa na Wyspie Man ma ponad 100 lat tradycji i jest to 37.72 mil adrenaliny.


Nitka trasy jest bardzo trudna do zapamiętania, ma ślepe zakręty, hopki i tak wyboiste fragmenty, że wyrywa kierownicę z rąk. Początkowo ciężko było się przełamać, gdy nie wiesz co jest za kolejnym wzniesieniem, trudno było także przyswoić od razu wszystkie informacje, tor jazdy, trudne elementy trasy i te organizacyjne. Dziś, analizując to na chłodno wiem co robiłem źle, ale wiem też, że kolejny raz będzie już dużo lepszy.:) Większość trasy jedzie się 5 i 6 biegiem, większych hamowań z redukcją do niskiego biegu jest ok 10 na całej nitce. Już podczas drugiego okrążenia, na hopce zaliczyłbym potężną wysiadkę, gdyż wyskoczyłem z przednim kołem w górze i prawie poleciałem na plecy.

W czasie przewidzianym na trening zawodnicy średnio przemierzali dwa okrążenia, czyli dystans ok. 120 km. Kwalifikacje odbywały się prawie codziennie przez 6 dni. Wyniki z kwalifikacji dały mi 17 pozycję na starcie w klasie Newcomers. Wyścig w tej klasie to 4 okrążenia. Ukończyłem go na pozycji 13 na 26 zawodników, z najlepszym czasem okrążenia 21,6 minut i średnią prędkością okrążenia 107 mil.


Po ukończeniu wyścigu klasy Newcomers zjechałem do paddocku i pobiegłem po drugi motocykl i po niespełna 30 minutach znów byłem na trasie podczas kwalifikacji klasy Senior Manx - kolejne 120 km do pokonania.;) W wyścigu klasy Senior Manx brało udział 80 doświadczonych zawodników, startowałem z 73 pozycji. Warunki pogodowe podczas wyścigu zmieniały się z minuty na minutę. Trasa przebiega przez tereny górskie. Różnica wysokości na wyspie to 700 m, dlatego sytuacja, że w mieście świeci słońce, a wyżej jest już mgła lub opady jest bardzo częsta. Ze względu na warunki, czwarte okrążenie zostało odwołane, a wyścig ukończyłem na 53 pozycji. Wyścig w klasie Senior Manx potraktowałem bardzo spokojnie i bez ciśnienia, ze względu na trudne warunki pogodowe, ale również chciałem zebrać doświadczenie na przyszły sezon.


W obu wyścigach, pitstop zaliczałem po dwóch okrążeniach. Podczas niespełna minutowego postoju było tankowanie do pełna, czyszczenie lub zmiana wizjera w kasku oraz uzupełnianie płynów zawodnika. Każda osoba z teamu miała swoją funkcję i nie było czasu na błędy, mimo dużej presji i przejęcia chłopaki spisali się na medal - za to i za pomoc podczas całego pobytu bardzo im dziękuję ! Jeżeli chodzi o sprawy techniczno-sprzętowe nasuwa mi się jeden wniosek - zdecydowanie bardziej od mocy motocykla i wszelkich innych przygotowań liczy się zawieszenie i jego idealne ustawienie.

O ile klimat Wyspy bardzo dawał się we znaki, o tyle klimat na paddocku był świetny! Sympatia innych załóg, integracja zawodników i kibiców, pomoc mieszkańców, a w naszym przypadku również lokalnych Polaków. Czołowi zawodnicy odwiedzali namioty "świeżaków", służyli dobrą radą, tłumaczyli nitkę toru, objaśniali trudne elementy na trasie. Ja otrzymałem wielką pomoc od jednego z najbardziej doświadczonych zawodników - Dave Madsen-Mygdal, z którym omówiłem i przejechałem trasę dzień przed wyścigiem a także spędził pół nocy na ustawianiu zawieszenia w moim motocyklu. Byłem przekonany, że w Czechach jest fajny klimat, jednak do czasu przyjazdu na Man'a. Tu jest niespotykana nigdzie indziej więź między zawodnikami, przed wyjazdem każdy życzy sobie powodzenia klepiąc się po ramieniu, jakby ze świadomością, że może nie wrócić... Tutaj nie ma rywalizacji między zawodnikami ponieważ jedynym i najtrudniejszym przeciwnikiem jest trasa, gdzie jeden błąd, czy zawahanie może kosztować życie.


Na uznanie zasługuje także postawa organizatorów, którzy zawsze byli bardzo pomocni i wszystko tłumaczyli dotąd, aż zawodnik zrozumiał i przyswoił. Po zakończeniu wszystkich wyścigów odbyła się uroczysta gala rozdania nagród, gdzie każdy zawodnik był wyczytany i obdarowany stosownym trofeum. Ja otrzymałem statuetkę za ukończenie zawodów w klasie Newcomers oraz medal w klasie Senior Manx.

Kilka ciekawostek. Całość trasy – 60,7 km zabezpiecza 500 marshalli. Ustawieni na trasie są tak, że mają się w zasięgu wzroku. Warto dodać, że robią to charytatywnie. Wjazd na trasę zawodów jest surowo zabroniony, grozi wysokim mandatem, a nawet deportacją z Wyspy. Podczas zawodów, na Wyspę zjeżdża się masa kibiców, którzy bawią się w lokalnych pubach przesączonych wyścigowym klimatem, wszystko kręci się wokół motocykli Każdy zawodnik dostaje zniżki do sklepów w miasteczku. Łącznie motocyklem przejechałem ponad 900 km (drugie tyle autem, raz nawet rowerem, ale pieszo już nie próbowałem). Na Wyspie byliśmy 16 dni. Bardzo cennym doświadczeniem był również przelot samolotem nad trasą zawodów, na który zaprosił mnie miejscowy Polak.


W tym tygodniu miałem w planach pojechać do Niemiec, na rundę kończącą sezon IRRC, ale odpuszczę, ponieważ sam jadę już na oparach. Co do planów na przyszły sezon – rezygnuję z pełnego cyklu IRRC. Chciałbym jedynie pojawić się na rudzie w Horicach i Terlicku, ponieważ mam tam ogromną rzeszę kibiców i chciałbym się z nimi spotkać i dostarczyć im dużych emocji. Na pewno wrócę na wyspę Man, ale czy sam MGP czy też TT – zobaczymy. Mam też dla Was informację petardę, ale potrzymam Was jeszcze chwilę w niepewności.;) Gwarantuje, że nie zabraknie emocji.

Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim osobom, które przyczynili się do mojego startu na wyspie Man. Jest Was tak dużo, że nie sposób każdego wymienić, mój team (który był ze mną nie tylko na Wyspie Man, ale i podczas całego sezonu), osoby zaangażowane osobiście, te uczestniczące w zbiórce środków, kibice polscy i zagraniczni – również ci, którzy dotarli po wyścigu, oraz sponsorzy. Bez Was by się to nie udało! Byliście i jesteście częścią tego wariackiego planu.

Autorem wszystkich zdjęć jest Maciej Napora (Maciejnapora.pics).