10 rzeczy o których nikt Ci nie powiedział zanim zacząłeś jeździć! cz.1

Wreszcie zdałeś prawo jazdy, być może kupiłeś swój pierwszy motocykl. To Twój początek w "karierze" motocyklowej. Jednak są rzeczy, o których nikt nie powiedział Ci zanim zacząłeś jeździć na motocyklu.


1. Motocykl to nie wszystko...

Nadszedł taki dzień, że odebrałeś swoje prawo jazdy. Być może po prostu kupiłeś motocykl. Jakiegoś popularnego sporta klasy 600. Najbliższe, słoneczne, niedzielne popołudnie to idealna pora by wybrać się na przejażdżkę. Ubrany w krótkie spodenki, koszulkę także z krótkim rękawem i adidaski marki "Najki" wsiadasz na motocykl. Jadąc przez swoje miasto, bądź miejscowość mijasz po drodze innych motocyklistów. Może nawet zatrzymasz się na jakiejś stacji benzynowej, wśród innych entuzjastów dwóch kółek. Może nawet z nimi porozmawiasz. Mimo przyjaznej atmosfery, z ich spojrzeń możesz wywnioskować jedno... "Coś jest nie tak". Rozglądając się dookoła widzisz, że wszyscy są ubrani w kombinezony, rozsunięte od szyi po same jajka. Musi im być na prawdę gorąco. Inni mają stroje w wariancie letnim, przewiewne, lecz nadal o milion razy bezpieczniejsze od Twoich spodenek.


Wracasz do domu, z uporem maniaka zaczynasz przeglądać popularne portale ogłoszeniowe, sklepy internetowe, katalogi ubrań z opiniami o nich. Podliczasz wydatki. Kompletujesz strój na lato, wariant na chłodniejsze dni, na deszczową aurę, uniwersalne stroje idealne na podróż dookoła europy. Wreszcie dowiadujesz się, że aby ubrać się należycie na motocykl, niekiedy musisz wydać więcej niż jego wartość. Wszystko zależy od tego, jak bardzo cenisz swoje bezpieczeństwo. W Krakowie jest taki gość na którego wołają "Valentino". Jeździ sportową Yamahą. Ale nie tak jak Ty, nie jest to leciwa R6.

Valentino ma R125. Mimo to gdy widuję go na mieście na jego piętnastokonnej strzale, zawsze jest ubrany w pełny kombinezon, z wysokimi butami  i rękawicami. Oczywiście ma też kask integralny, swoją drogą nienajgorszy.  W sumie jego strój jako nowy jest wart niewiele mniej niż motocykl którym jeździ. Może powiesz, że to wygląda śmiesznie. Dorosły facet, w pełnym stroju na R125. A ja mogę Ci powiedzieć, że szanuję jego postawę. Tak powinno ubierać sie na motocykl. 


2. Ścigacz, kros i harlej to nie typy motocykli.

Statystyczna osoba, nie mająca żadnego pojęcia o motocyklach rozróżnia tylko trzy rodzaje motocykli:

- Harlej - wielkie, ciężkie, świecące i głośne motocykle. Takie spokojne, dla statecznego, dojrzałego mężczyzny, głowy rodziny. Ogólnie, miło postrzegany typ motocykli, kojarzący się z panem z długą brodą w skórzanej kamizelce. W miarę zainteresowania, dowiadujesz się, że to nie harlej, a poprostu motocykl typu chopper/cruiser a Harley-Davidson to producent - ekskluzywna w Europie marka - która dla wielu jest po prostu stylem życia a dla innych przerostem formy nad treścią. Dowiadujesz się też, że nawet Yamaha, Honda, Suzuki i Kawasaki ma swoje "harleje".

- kros - motocykle dla ludzi lasu, brudasów taplających się w błocie. Tych, którzy co niedzielę wyją silnikami w polach i łąkch w trakcie mszy kościelnej na której właśnie jesteś. Ale dopiero gdy jeździsz zaczynasz dowiadywać się o tym, że motocykle off-roadowe to genialny trener techniki jazdy. Dające pojęcie o tym, jak motocykl drogowy może zachować się w poślizgu, jak zachowuje się zawieszenie w zależności od zmian terenu i o wielu innych aspektach o których (mam nadzieję "jeszcze") nie masz pojęcia. Ludzie jeżdżący na "krosach" to też zajawkowicze jak Igor czy też Dominika, a nie sabotażyści niedzielnych mszy.

- ścigacze - mówi się też szlifierki, ale to nic innego jak motocykle sportowe. To taki typ plastiku, który sprawia, że kobiety zaczynają rzucać w właścicieli bielizną, a inni faceci patrzą na nich z poważaniem i szacunkiem. Wystarczy chwilę posiedzieć w środowisku motocyklowym, by dowiedzieć się że są też inne mocne motocykle, które mają podobne osiągi. Albo, że "harleje" marki Ducati, poza robieniem "pyr, pyr" - jak mawia moja babcia - rozpędzają się do setki w nieco ponad trzy sekundy! Może się też okazać, że typowy sport nie jest motocyklem dla Ciebie, bo codzienne dojazdy do miejsca pracy 40km od domu, mogą okazać się męczące.



Gdy zaczniesz jeździć, dowiesz się że są też inne typy motocykli jak Naked, Supermoto, Adventure, turystyczne aspirujące do miana sportowych tzw. Sport-touring... I wiele innych.

3 Syndrom plastiku

Skoro już jesteśmy w tym miejscu, warto wspomnieć o bólu, jakim jest posiadanie innego motocykla jak sportowy przecinak. Jeszcze zanim zaczniesz jeździć po prostu musisz mieć sportowy motocykl. Nawet mimo tego, że będzie to pierwszy motocykl w Twoim życiu, musi być obudowany w wszelkiego rodzaju owiewki. Musi mieć co najmniej 120 koni i wstawać na koło za szarpnięciem manetki. Czasami, na jakimś spocie, lub zlocie słyszę jak ktoś mówi o swoim Hornecie, Z750 czy innym Gixie, że jest za słaby by przejechać 300 metrów na kole. Albo że ma za krótki pierwszy bieg, albo że na gumie trzeba jechać pod wiatr...


Albo, że po prostu kierownik jest ciotą i zaczął właśnie od mocnego motocykla, którego po prostu się boi? Są ludzie którzy na poczciwej CB500 potrafią przejechać setki metrów na kole jak AdrewTheHusky.  Technika, technika, jeszcze raz technika. Nie mówię, że nie da się zacząć jazdy od sportowego motocykla, jednak nie zdziwcie się gdy kiedyś ktoś na znacznie słabszym sprzęcie narobi Wam wstydu na torze, tudzież przed znajomymi. Po prostu na słabszym motocyklu nauczysz się więcej i szybciej niż od razu na dwustukonnym sporcie. To żaden wstyd jeździć czymś słabszym - nie musisz ubierać neonowej kamizelki z napisem "DOPIERO SIĘ UCZĘ" - to wcale nie oznacza, że jesteś gorszy :) Chociaż niektórym taka kamizelka mogłaby się przydać... 

4. Jestem dojrzały i odpowiedzialny, nie będę jeździł szybko na motocyklu.

Tak, to największy mit jaki kiedykolwiek powstał. Oglądasz czy to w internecie, czy na drodze jak chłopaki schodzą do kolana. Czasami komuś zdarzy się ślizg czy szlif. Powtarzasz sobie "Jestem dojrzały i odpowiedzialny, nie będę robił głupich rzeczy na motocyklu" i... Robisz. Dlaczego nie odkręcisz mocniej manetki? Tylko na chwilkę! Tak żeby przedmuchać gaźniki, albo przepustnice, żeby się nie zapchały! To po prostu emocje, adrenalina i inne uczucia towarzyszące jeździe na motocyklu. Mija cztery tygodnie od zdania prawka, zakupu motocykla. Myślisz, że już nic nie zaskoczy Cię na drodze.



Albo masz na karku czterdziestkę i właśnie kupiłeś swoją wymarzoną SV650. Zaczynasz oglądać poradniki "jak zejść na kolano", "jak jeździć na kole". W końcu czegoś już się nauczyłeś. Umiesz. Przecież nic się nie stanie jak na chwilę troszkę mocniej odwiniesz manetkę. Czy jadąc w koszulce, stwierdzisz że jedno krótkie wheelie nie zaszkodzi... A co gdy jednak niezapanujesz nad motocyklem?


5. Jeden motocykl to za mało!

 Apetyt rośnie w miarę jedzenia! Jeden motocykl to zdecydowanie za mało. Pewnego dnia chciałbyś przewieźć się widlastym potworem, który ma zapas momentu obrotowego na zawołanie i gwałtownie reaguje na każde skinienie nadgarstka, natomiast kolejnego dnia wolałbyś przewieźć się płynnie oddającą moc sześćsetką. Czasami wolałbyś po prostu poświrować czymś lekkim jak supermoto. Albo wybrać się na tor aby odreagować i pościgać się w kontrolowanych warunkach.



To tak jak z jedzeniem. Ile dni pod rząd można jeść na obiad makaron z serem? Jesteśmy po prostu skazani, albo na zmiany motocykli, albo na kilka sprzętów w garażu. Dochodzi do tego jeszcze zasobność portfela. Bo cztery motocykle też trzeba mieć za co utrzymać, a już jeden motocykl to relatywnie duży koszt zważywszy na koszt eksploatacji przeciętnego samochodu... No chyba że robisz motocyklem 2000km rocznie :)

Część druga!