Rometami w Burzliwych Bieszczadach!

23 maja Motobanda zawitała w przepięknych polskich Bieszczadach - a naszym głównym zadaniem było upalanie nowości od Rometa na rok 2017!

Cała wyprawa dla nas zaczęła się dzień wcześniej - do pokonania było ponad 700 kilometrów z przystankiem we Wrocławiu. Oj tak, Bieszczady choć piękne to leżą na drugim końcu naszego pięknego kraju. 

Romet Event 2017

Po krótkiej i rzeczowej konferencji w której Romet zaprezentował całą swoją nową flotę pojazdów, spełniającą EURO4 oraz pozostałe obostrzenia rynku  - ruszyliśmy w bój! My i wszystkie redakcje motocyklowe, czyli w sumie dwie spore grupy. Hej na konia i w Bieszczady! 

Jakie były sprzęty? W zasadzie prawie wszystkie - od motorynki Pony 50, poprzez największą grupę 125 i na 250 i 400 kończąc. Romet coraz odważniej wchodzi w większe pojemności jednośladów i to z całkiem ciekawymi efektami. 

Niektórzy śmiali się z Rometa ADV 250 - że za mało mocy do turystyki... a tutaj niespodzianka, na taki sam krok zdecydowało się Suzuki ze swoim V-Stromem 250 (który wcale nie grzeszy większą mocą), BMW pokazało GS'a małego kalibru (G 310 GS) a KTM szykuję się do podobnego ruchu. 

My natomiast ujeżdżaliśmy ADV 400 ze stajni Rometa, który całkiem nieźle radził sobie na podkarpackich terenach. Gorące plotki (niepotwierdzone) mówią o tym, że tymi motocyklami zainteresowały się nasze Lasy Państwowe! 

Pierwsze kilometry pokonałem na Classicu 400, który mimo dla mnie jest budżetową alternatywą dla klasycznych motocykli w nowym wydaniu. Silnik nie dysponuje dużą mocą, ale w  środkowym zakresie obrotów napędzają go Nm, które odpowiadają za elastyczność silnika. 

Później przesiadka na mniejsze pojemności - Ogar Legend 125, wielkie balonowe opony, niewielkie wymiary motocykla i sylwetka, która z całą pewnością mocno się wyróżnia. Kolejna przesiadka i trafiłem na Divisiona 125, który prowadził się bardzo lekko, nieźle hamował - ale wszyscy i tak najbardziej lubili na nim palić gumę. Division po prostu to lubi. 

Po chwili znowu powrót do 400-setek. Najpierw Scrambler, którym bardzo przyjemnie się podróżowało, a jako, że miałem kostkowe opony to zjechałem na mały pit stop przy rzeczce nieopodal strumyku. Później znowu wskoczyłem na Classiaca w wydaniu Cafe Racer. Pozycja mocno sportowa, duża klasyczna owiewka z przodu. Jeszcze gdyby tak założyć inne opony, to można by się nim wybrać na szybsze zakręty. 

Testy motocykli Rometa tak naprawdę dopiero przed nami

Już niedługo kilka z tych maszyn zawita do nas na okres, który pozwoli je dokładnie zrecenzować i nagrać filmy. Wyjazd choć daleki i męczący to okazał się świetnie spędzonym czasem - bardzo przyjemna atmosfera, świetni ludzie jak i doskonała organizacja ze strony Rometa. 



Zobacz także