Relacja z szalonego rajdu dookoła Polski: Race to Home - Prolog! Czy jesteś hardcorem?

Na łamach Motobanda.pl opisywaliśmy w zeszłym roku wydarzenie Race to Home. Czyli motocyklowy rajd endurance na trasie Londyn-Warszawa-Londyn (już 29 Czerwca!) odbywający się w ciągu niespełna 40h. W tym sezonie Karol Podwojski – sprawca tego całego zamieszania, poza główną, kolejną edycją RTH, rozpoczął nowy cykl imprez: Race to Home Prolog.

Prolog do prologu

Race to Home Prolog to nic innego jak rajd dookoła Polski, 2400km w mniej niż 40h! Brzmi jak czyste szaleństwo i rzeczywiście, tym właśnie jest. Osobiście obserwowałem to wydarzenie z pozycji kierowcy i fotoreportera samochodu prasowego – przejechaliśmy we dwóch lekko ponad 1700 km w 2 dni. Wierz mi – po powrocie "umarłem". Jak w takim razie dali radę motocykliści? O kilka słów poprosiłem jednego z uczestników – Kamila z Kupniny, który przejechał rajd na Kawasaki ZX-6R 636. Przysłał 4 lite strony tekstu, tydzień po rajdzie – już samo to dowodzi jak silne emocje wzbudza w uczestnikach to wydarzenie.

A wy odważylibyście się na rajd dookoła Polski, czyli 2400 km w 40 godzin?

Z kronikarskiego obowiązku wspomnę, że ponownie główna baza rajdu oraz punkt start/meta mieścił się w salonie Twin Peaks Harley-Davidson w Warszawie, która to lokalizacja sprawdziła się jak zawsze – idealnie. Dodając smaczku całej imprezie i zapewniając wytchnienie naszym Riderom, nie zapomniano o atrakcjach dla obserwatorów, w postaci obecnego na miejscu Harley On Tour umożliwiającego przetestowanie na własnych pośladkach całej gamy modelowej Harley-Davidson 2018!

Nie przedłużając już, przedstawiam relacje Kamila.


Jak to się zaczęło?

Moja przygoda z RTH (Race to Home) zaczęła się pewnego nudnego dnia w pracy. Przeglądałem na fb zloty motocyklowe na zbliżający się sezon. Jeden zlot potem drugi, ogólnie mówiąc nic ciekawego i wtedy moim oczom ukazało się „Race To Home”. Przy słowie Race zapaliła mi się czerwona lampka, więc wbijam i czytam, na czym to polega. Jakiś rajd? Londyn - Warszawa – Londyn. No fajnie, pomysł super, ale jak ja dotrę do Londynu? Więc odpada…. aaaaaale w ‘’proponowanych’’ wyskakuje „Race To Home Prolog – Around Poland”.

Spoko mam jeszcze kilka godzin pracy - mogę pozwolić sobie na zapoznanie się z tym projektem. 40 godzin dookoła Polski? Brzmi ciekawie! Napisałem emaila z zapytaniem, jakie będą konsekwencje, gdy zgłoszę się na cały rajd i nie dam rady go przejechać. W odpowiedzi dostałem wiadomość, z której wynikało że nie ciągnie to za sobą żadnej odpowiedzialności i żartobliwe ‘’dzięki za zgłoszenie’’.

Odebrałem moto naprawione, wyregulowane, normalnie lalka - Niemiec pod kocem trzymał i odpalał tylko po to aby posłuchać silnika...

No spoko, jak już się zgłosiłem to jadę! Na taką trasę trzeba przygotować motocykl, więc umówiłem się na termin z mechanikiem i gdy przyszła ta chwila mówię do niego krotko i na temat „rób wszystko”. Jakiś czas później odebrałem moto naprawione, wyregulowane, normalnie lalka - Niemiec pod kocem trzymał i odpalał tylko po to aby posłuchać silnika... Tydzień przed rajdem, gdy nadszedł czas ostatnich poprawek maszyny, padła mi pompa hamulcowa przednia. Wyścig z czasem. Zamawiam montuje oby tylko zdążyć do rajdu! Nieco później miałem już wszystkie dokumenty i w pełni sprawną maszynę, tak wiec czekamy do czwartku. Tego dnia mieliśmy szkolenie pierwszej pomocy, którego długo nie zapomnę, sprawdzanie dokumentów, badań itp.


Wyścig z czasem

W końcu! Przyszedł najbardziej wyczekiwany dzień w tym sezonie, czyli dzień startu RTHP. Na starcie byłem już około godziny 15.30 aby mieć chwile na zaaklimatyzowanie się, krótki odpoczynek i po prostu chciałem poczuć atmosferę tego rajdu. Byłem chyba jednym z najmłodszych uczestników i na dodatek na jednym z trzech sportowych motocykli (ZX-6R Kamila towarzyszyła Kawa ‘’Dziesiątka” i Busa. – przyp. Młody Kot). Czułem się trochę dziwnie, na dodatek byłem świadomy, że na sporcie nie da się przebyć takiej trasy a mimo to, ja się na to porywam!


Przychodzi godzina 18.00 czyli czas startu. Startujemy grupami po 5 osób, co 5 minut. Zakorkowana Warszawa nie była łatwa do pokonania ale nam udało się to całkiem sprawnie, głównie dlatego, że urządziliśmy sobie slalom miedzy samochodami, nierzadko z prędkościami… dużo szybszymi niż lot anioła stróża. Szaleństwo! Po kilku minutach wydostaliśmy się z Warszawy i czekał nas jeszcze trudniejszy do pokonania, remontowany odcinek trasy S8.

Z uwagi na to, że droga ta była wąska, nie łatwo było nam przecisnąć się między samochodami, a co dopiero miedzy tirami. Także stoimy cierpliwie, czekamy na możliwość wyprzedzenia, gdy moim oczom ukazuje się uczestnik RTHP, który uwaga! JEDZIE SOBIE ROWEM!!! Ha ha! Tak! Jechał rowem - jego wysokie enduro mu na to pozwalało. Gdy już wydostaliśmy się z korku i zaczęła się ‘normalna’ trasa S8, było to dla nas wybawieniem. Zamykamy liczniki i witamy w Białymstoku. (Nic dziwnego, że patrol policji, który zatrzymał nasz wóz techniczny, nie widział ponad 40 załóg, które przemknęły mu przed oczyma i nie chciał uwierzyć, że jest tu jakikolwiek rajd!. Przyp. Młody Kot)


Białystok-Gdańsk

Niestety w samym mieście złapał nas spory deszcz. Jechaliśmy byle szybciej, do punktu kontrolnego, żeby nie przemoczyło nas „do suchej nitki”. Gnamy przez Białystok iiiiiii… pod drzwiami Hary Motorcycle Pub – naszego pit stopu, przestało padać. Bar Hary był naszym pierwszym punktem kontrolnym. Byliśmy tam dość krotko. Kolacja, odmeldowanie się i w drogę. Czekała nas cała noc drogi do Gdańska.

Wyprowadziłem nas z Białegostoku, dalej prowadził już Kamil jadący VFR 800, który znał te drogi jak własną kieszeń i podróż pod jego przewodnictwem była czystą przyjemnością. Robiło się późno i ciemno. Deszcz nadal lekko padał, widoczność była słaba a nasza prędkość to ponad dwukrotnie więcej ‘niż można’. Hm, ciekawie się robi , pomyślałem. Mój kark zaczął wołać o pomoc z powodu zimna, a nie wziąłem ze sobą żadnej kominiarki - super przygotowałem się do rajdu! 


Robiło się późno i ciemno. Mój kark zaczął wołać o pomoc z powodu zimna.

Czas tankowania. Zajechaliśmy na pierwszą lepszą stację, ogrzać się i zatankować. Zameldowałem Kasi (koordynatorce rajdu), że robimy chwile przerwy na grzanie się. Na pytanie Kasi gdzie jesteśmy, nie byłem w stanie odpowiedzieć, więc wchodzę na stacje i pytam pani, która nas obsługiwała - gdzie jesteśmy? Pani zareagowała na to śmiechem ale uzyskałem potrzebne mi informacje! :D


Pozostała kwestia karku. Kamil pił herbatę a ja chodziłem po stacji szukając czegoś, co mógłbym na siebie założyć. Po 5ciu minutach tracąc nadzieje i kierując się do wyjścia w rogu stacji dostrzegłem malutkie stoisko „STREFA KIBICA”. Strzał w dziesiątkę! Znalazłem tam szalik Polski. Zadowolony poszedłem do kasy, na co pani popatrzyła na mnie trochę dziwnie i wybuchła śmiechem gdy jej powiedziałem, ze biorę ten szalik, bo zimno mi w szyję. Zebraliśmy się i w drogę!


Gdańsk-Szczecin-Wrocław

W Gdańsku czekało nas zaskoczenie, gdyż nasz punkt kontrolny był zamknięty. Szybko odmeldowaliśmy się Kasi i w drogę. SZCZECINIE PRZYBYWAMY! Niestety po drodze rozdzieliłem się z Kamilem. Po całonocnej podróży chciał odpocząć, natomiast ja czułem się wyśmienicie, więc podjęliśmy decyzję, że on zostaje a ja jadę dalej. Kilka godzin później byłem w Szczecinie. Na miejscu zastałem już chłopaków z RTH, a i obsługa salonu Harley-Davidson Szczecin a zarazem naszego punktu kontrolnego była bardzo mila. Pozdrawiam Was!  Przed odjazdem panowie powiedzieli mi, że przede mną autostrada aż do samego Wrocławia.

Dla takich chwil i takich ludzi aż chce się jechać przez całą Polskę, mimo zmęczenia i bólu.

Pomyślałem sobie: super! Jechałem tą drogą już około 2 godzin, gdy zmęczenie i nieprzespana noc dała się we znaki. Dodatkowo, temperatura była tak wysoka, że zacząłem przysypiać. Powiedziałem sobie: Dość, pierwszy lepszy przystanek i stoję. Nie mogłem pozwolić sobie na jakikolwiek błąd, który mógł doprowadzić do wypadku. Po 15 min przerwy byłem gotowy do drogi. We wrocławskiej Stodole czekało mnie jeszcze milsze przywitanie! Dla takich chwil i takich ludzi aż chce się jechać przez całą Polskę, mimo zmęczenia i bólu. Byłem świadomy swojego wycieńczenia, więc godzina postoju dała mi trochę sił. Kierunek - na Śląsk!

Ciąg dalszy TUTAJ!