Personalny trener motocyklisty wbudowany w... Każdą Hondę?

Chyba każdy z nas kupił choć raz nowe urządzenie elektroniczne, które przed dostępem do pełnych opcji wyświetlało samouczek. A gdyby tak zrobić podobnie z motocyklem? Podczas gdy Yamaha nadal skupia się nad rozwojem jeżdżącego motocyklem Motobota, Honda stawia na doskonalenie człowieka i rozwija elektronicznego instruktora jazdy, który już niedługo może znaleźć się na wyposażeniu jej motocykli. 


„Cześć, poznajmy się. Na imię mam LCIS - Live Computer Instructor System. Jestem Twoim osobistym, elektronicznym instruktorem jazdy i pomogę ci jeździć szybko i bezpiecznie.” Możliwe, że już niedługo taką informacją będą witały nas motocykle Hondy. System będzie opierać się o komputer z dużą ilość czujników. Na pewno wśród nich znajdzie się żyroskop, akcelerometr, czujnik kąta skrętu, lokalizator GPS, czujnik prędkości, kamery wideo, a także wyswietlacz pokazujący podpowiedzi. Co więcej? Zobaczymy w niedalekiej przyszłości. Na chwilę obecną nie opublikowano żadnych zdjęć pracującego systemu, a światło dzienne ujrzała jedynie zdawkowa informacja.

Nie bez powodu na początku nawiązałem do urządzeń elektronicznych. Naprawdę popieram doskonalenie jazdy, sam często rozstawiam sobie pachołki, bądź startuję w zawodach Gymkhany i innych. Ale w dobie elektroniki i ułatwiania wszystkiego ludziom - a raczej bezmózgim, totalnym  nieogarom - wyobraźcie sobie taki scenariusz:

Motocykle zostają wyposażone w ten system fabrycznie. Przypomnij sobie drogi czytelniku, moment pierwszego uruchomienia Twojego smartfona. Zanim z niego skorzystasz, ten musi Cię poinformować, że trzeba przesunąć palcem po ekranie i go dotykać, aby działał i reagował na jakiekolwiek polecenia. Przecież to nie jest zwierzaczek, nie krzykniesz na niego żeby usiadł, albo podał łapę. W sumie nowe telefony mają i taką opcje … Ale wróćmy do tematu.

Wyobraź sobie, że wypakowujesz motocykl z pudełka i nie możesz się doczekać pierwszej przejażdżki nowym sprzętem. Wreszcie obejmujesz manetki dłońmi, a motocykl wita Cię i pokazuje na wyświetlaczu opcję wyboru języka, a następnie że odpalenie silnika będzie możliwe po przekręceniu kluczyka kluczyk w prawo... W sumie fajny bajer, ale równie fajnie było by wcisnąć przycisk i już go uruchomić, prawda? Nie tak szybko! Najpierw komputer pokaże Ci w którym miejscu zmienia się biegi, gdzie są hamulce, albo rozmieszczenie przycisków. A gdy już dowiesz się do czego służą i gdzie znajdują się kierunkowskazy i obrotomierz, będziesz mógł wreszcie wykonać pierwszy ruch motocyklem! Przechylić motocykl w prawo i w lewo, bujnąć zawieszeniem tylko po to, aby dowiedzieć się że odczytuje on dane z twojej jazdy... JA CHCĘ JUŻ JECHAĆ !@!@#!@#@!$ (niecenzuralne słowa).

No dobra… Udało Ci się wreszcie przebrnąć przez pierwsze uruchomienie motocykla. Wreszcie go odpaliłeś. Dowiadujesz się, że zanim zaczniesz być godnym użytkowania motocykla, będziesz musiał przejechać pierwsze 100km w formie samouczka (God, damn it!). Nie! Nie będziesz mógł przekraczać 100km/h na godzinę. Oczywiście pełny nadzór, kontrola rodzicielska, blokady i tak dalej i tak dalej. A gdy już przejedziesz te 100km... Motocykl będzie Ci mówił jak masz jeździć, albo... Jak bardzo źle jeździsz i ile Ci brakuje do tego całego Marqueza, co to w MotoGP śmiga. Lepiej! Podpowiedzi będą czytane jego głosem, co będzie odtwarzane w inteligentnym kasku, a na wyświetlaczu będzie się ukazywać jego twarz, której widok ma w sobie coś takiego, że chcę pięścią przebić matrycę...

Serio, musicie przyznać, że ta twarz ma w sobie coś takiego. Faktycznie chłopak może i jest najszybszym zawodnikiem w historii MotoGP, ale szczerze, nie mogę na niego patrzeć w ujęciach z parku maszyn czy też wywiadów. Głównie z powodu jego zachowania zarówno poza torem, jak i na nim.
Mimo to sam elektroniczny instruktor, ma badać w czasie rzeczywistym tor jazdy kierowcy i także w ten sposób wyświetlać porady i podpowiedzi dotyczące przejazdu. Zalety? W przeciwieństwie do żywego trenera personalnego, podpowiedź dostaniemy od razu, a nie dopiero po dwóch, pięciu czy dziesięciu kółkach. Natychmiastowa informacja pozwoli nam już po pierwszym okrążeniu stwierdzić jednoznacznie jak poprawić czas następnego okrążenia, dzięki dokładnym informacjom na temat kąta otwarcia przepustnicy, siły i chwili idealnego hamowania, pozycji na drodze (będąc poprawnym, na torze…), ustawień motocykla i wielu innych rzeczy, o których zwykły zjadacz chleba może nie mieć pojęcia.




Postęp sprawia, że wszystko musi być idioto-odporne, bądź oporne. Prywatny motocyklowy instruktor, może okazać się bardzo dobrym urządzeniem poprawiającym bezpieczeństwo jazdy, poprzez prawidłowe szkolenie, a także pomóc urwać kolejne setki sekundy na torze. Proszę tylko, inżynierowie Hondy! Poprowadźcie ten projekt dobrą drogą! A jeśli już zechcecie wprowadzić samouczki, proszę niech to będzie opcja, zamiast której będę mógł wybrać 1500 stron instrukcji pod tytułem "Jak jeździć szybko i bezpiecznie na motocyklu", którą chętnie przeczytam podczas gdy nie będę jeździł... A to wszystko oczywiście w imię redukowania masy motocykla, no... Przecież!