MotoGP Grand Prix USA

Nawet najstarsi Amerykańscy Indianie nie pamiętają takiej wtopy! Zapowiadało się całkiem podobnie jak GP Kataru. Marc Marquez rozdaje kary, reszta stawki przepych się miedzy sobą. Najszersze łokcie miał Jorge Lorenzo…


W tym wyścigu  miał odrobić straty po glebie w Katarze. Bridgestone zrobił mu niezły prezent - nie dostarczyli odpowiedniej ilości opon w specyfikacji 2014 i Por Fuera mógł jechać na zeszłorocznych "bezpiecznych " według siebie gumach. Jorge jest jednym z najlepiej startujących zawodników w stawce. Każdy fan ścigania  wie, że niektóre wyścigi można wygrać… lub przegrać na samym starcie. Fall start Lorenzo skreśli go z walki o wysokie lokaty. Podobno nie mógł się skupić bo miał za  dużo komarów na szybce kasku. Yamaha pilnie poszukuje wykfalifikowanego specjalistę, który będzie potrafił jakoś je usunąć.:)  Po  pierwszym okrążeniu – na którym prawie wyprzedził go Marquez – Lorenzo zaliczył karny przejazd przez aleje serwisową- plując sobie w brodę- wyjechał na ostatnim 23 miejscu. Ten wyścig pokazał, że wina nie leży po stronie opon i motocykla. To w głowie zawodnika numer 99 złe się dzieje. Marquez zniszczył go, odbierając mu pewność siebie i perfekcje, jaka podziwialiśmy jeszcze w zeszłym sezonie. Ostateczne 10 miejsce i 6 punktów, coś mi mówi, że to będzie kolejny ciężki rok dla dwukrotnego mistrza świata kategorii Moto GP.


Wyścig toczy się dalej. Rossi po kiepskim starcie walczy z Cratchlowem. Fabryczna Yamaha z łatwością objeżdża Desmosedici w krętej sekcji toru. Daleko z przodu coraz  lepsze czasy kręci Marc Marquez, nie dając żadnych szans Pedrosie na nawiązanie walki. Mimo twardej tylnej opony 93 miał lepsze tempo od samego początku wyścigu. Wspominałem już za Marquez jest kosmitą? Kontrolując wyścig od początku do końca 21-latek dojeżdża na pierwszym miejscu. Na szczęcie po wyścigu powiedział, że woli bezpośrednią walkę niż samotną jazdę. Może da komuś fory i zobaczy ostry pojedynek w następnym wyścigu. Ze stratą ponad 4 sekund (!) jako drugi na mecie melduje się Pedrosa. Podium uzupełnia dość zaskakująco Andrea Dovizioso, co zbliża Ducati do utracenia przywilejów klasy fabrycznej z ustępstwami. 


Walkę o 3 pozycję była ozdobą wyścigu. Świetną jazda popisywał się Andrea Iannone tuż za nim na 4 pozycji ścigał go Rossi. Obaj Panowie razem trenują i znają swój styl jazdy. Czekałem kiedy Rossi dobierze się do tyłka Iannone, (jak wspomniałem Panowie świetnie się znają :) jednak na 10 okrążeniu przed metą coś dziwnego zaczyna się dziać z Yamaha Doktora. Traci tempo z łatwością wyprzedza go Bradl i Dovizioso. Dziwna sprawa, czy to możliwe żeby tak nagle skończyły mu się opony? Rosso świetnie czuje gumy i potrafi dostosować styl jazdy do ich stanu.  Spadek tempa Valentino był zbyt gwałtowny. Coś jeszcze musiał się dziać z jego M1. Pytanie brzmi: co? Problemy miał również Cal Cratchlow szalejąca elektronika w jego Ducati (ach te włoskie patenty) oraz problemy z oponami doprowadziły do upadku i kontuzji prawej dłoni. Brytyjczyk powiedział po wyścigu, że stracił kontrole nad motocyklem. Dodatkowo skrytykował Ducati za stosowanie za dużej ilości  elektroniki, która bywa niestety wadliwa. Cal zapowiedział start w następnym wyścigu.
Wielkiego pecha miał drugi Brytyjczyk w stawce. Scott Reeding na ostatnim kółku zgruzował swoją Honde. Jak sam przyznał utrata przyczepności przedniej opony oraz ciągła walka z Yonnym Hernandezem wybijał go z rytmu, co w konsekwencji doprowadziło do upadku. Dobry znajomy Reedinga, Pol Espargaro po świetnym wyścigu ląduje na  6 pozycji zdobywając swoje pierwsze punktu w Moto GP. Teraz to Scott dopiero będzie wkurzony… 


Wyścig w Katarze narobił niezłego apetytu, w Austin zabrakło walki o czołowe lokaty. Czekamy na Argentynę i na  to, co pokaże Lorenzo. Stracił już w tym sezonie zbyt wiele punktów, jeśli myśli o mistrzostwie musi wziąć się ostro do roboty. Dla nas kibiców oznacza to tylko jedno – więcej emocji!