Guy Martin Motobiografia już niedługo!

Guy Martin: „Tkwiłem sam jak palec na ławie oskarżonych. I robiłem w gacie ze strachu”

Do polskiej premiery książki Guya Martina coraz bliżej! „Motobiografia” na półki w księgarniach trafi już 18 maja. Prezentujemy kolejny fragment wspomnień motocyklisty, w którym opowiada o rozprawie sądowej i groźbie odebrania mu prawa jazdy. Wszystko wydarzyło się kilka lat temu, kiedy Brytyjczyk o 25 km/h przekroczył prędkość, jadąc swoim transitem. Na koncie miał już wtedy 18 punktów karnych, podczas gdy, jak sam pisze, „12 punktów oznacza natychmiastową utratę prawa jazdy”…

Przypominamy o kodzie rabatowym do wykorzystania na www.labotiga.pl/guy-martin:

- z kodem MOTOBANDAGUY rabat 25%

- cena po obniżce: 29,93 zł

- wysyłka od zaraz!

Książka do nabycia także na stoisku SQN (52/D8) podczas Warszawskich Targów Książki na PGE Narodowym w dniach 19-22 maja.

Fragment książki:

Gdy zeznawałem, Moody usiłował gestami informować Andy’ego, jak mi idzie. Na tym etapie rozprawy wyglądałem na rozdygotany wrak, jak zgrabnie ujął to Mick, ale ogólnie rzecz biorąc, wszystko zaczęło się nieźle. Andy zobaczył zatem uniesiony kciuk, o tyle o ile, ale jednak. Potem sprawy przybrały gorszy obrót. Gdy przewodniczący składu sędziowskiego zapytał, do czego potrzebuję prawa jazdy, odparłem, że do pracy na wykopkach, bo tym zajmuję się w każdą środę wieczorem. W tym momencie Mick złapał się za głowę i zaczął się kiwać w przód i w tył. Gadałem kompletne bzdury. Potem powiedziałem, że program telewizyjny, do którego potrzebne mi prawo jazdy, nosi tytuł Speed. Moody zaczął przesuwać dłonią w poprzek gardła, dając tym samym znaki Andy’emu. Mick był przekonany, że już po mnie. Tkwiłem sam jak palec na ławie oskarżonych. I robiłem w gacie ze strachu.

Wreszcie na salę wezwano Andy’ego. Miał na sobie garnitur. Przedstawił swoje argumenty, opowiedział, że potrzebuję prawa jazdy do pracy w telewizji, ponieważ często muszę pokonywać duże odległości i jeździć po całym kraju. Wyjaśnił, że wraz z prawem jazdy straciłbym mój kontrakt telewizyjny, a to miałoby negatywne skutki dla jego firmy. Potem stwierdził, że utraciłbym też rozpoznawalność, na co Andy tak długo pracował (z mojego punktu widzenia nie byłoby to akurat takie straszne). Poza tym North One i Channel 4 zakończyłyby ze mną współpracę, a to oznaczałoby automatyczną utratę dochodów przez ludzi zatrudnionych przy moich programach. Andy wspomniał też o tym, że stacja Channel 4 straciłaby przychody z reklam, o które niełatwo w tym trudnym gospodarczo okresie. Mówił tak, jakby świat miał się zatrzymać tylko dlatego, że Guy Martin straci prawo jazdy. Przedstawił również pochlebne listy na mój temat od organizacji charytatywnych,którym pomagałem, w tym od SpinalResearch. Andy z pewnością nie kłamał, ale też szczególnie nie powściągał swojej fantazji. Co do jednego miał rację – kiepsko by było, gdybym stracił prawko.

Prokurator stwierdził, że wie, kim jestem. Wspomniał o wyścigach motocyklowych i moim programie telewizyjnym. „Tego tylko brakowało – pomyślałem sobie. – Teraz wiedzą też, że ścigam się na motorach”. Dodał, że sam jest instruktorem jazdy na motocyklu i prowadzi kursy dla zaawansowanych.

Sędziowie uznali, czego zresztą się spodziewaliśmy, że skoro moja praca w telewizji jest tak ważna, to firma produkująca program z pewnością może zapewnić mi samochód z kierowcą, który będzie mnie woził na plan zdjęciowy. Trudno się z tym nie zgodzić. Zeznający z ramienia ludzi z telewizji Andy stwierdził, że stara się pomóc mi zachowaćprawo jazdy, żeby rozmaici ludzie nie ponieśli strat finansowych. Powiedział też, że moje prawo jazdy ma kluczowe znaczenie w pracy na planie zdjęciowym i w związku z tym znajduje bezpośrednie przełożenie na zatrudnienie pozostałych członków ekipy. Ponadto powiedział, że podczas nagrań muszę prowadzić samochód, aby stworzyć atmosferę podróży i zapewnić widzom wgląd w moje życie codzienne. Z tego punktu widzenia taksówka nie zdałaby egzaminu. Stwierdził też, że to nie Top Gear, żeby robić nawroty na ręcznym na płycie lotniska. Podkreślił również, że po drogach publicznych nie jeżdżę motocyklem i robię to tylko w zawodach.

Wtedy wydarzyło się coś dziwnego. Nie jestem oczywiście ekspertem w kwestiach prawnych, ale w pewnym momencie odniosłem wrażenie, że prokurator w swoich wypowiedziach wspiera nasze stanowisko. Wydawało się, że raczej przyznaje nam rację, niż stara się nas na czymś złapać. W pewnym momencie przewodniczący składu sędziowskiego stwierdził: „Przecież to absurd! Pan Martin ma już na koncie 18 punktów karnych! To oczywiste, że stanowi zagrożenie na drodze”.

Po tym, jak skończyłem składać zeznania i udzieliłem odpowiedzi na wszystkie pytania, sędziowie opuścili salę rozpraw i udali się na naradę. Wszyscy inni pozostali na swoich miejscach. Prokurator podszedł do mnie i powiedział: „Widziałem cię w TT. To, co tam wyprawiacie, jest niesamowite. Jak to jest z tym schodzeniem na kolano?”.

Po kilku minutach sędziowie wrócili na salę. Werdykt brzmiał następująco: „W całej mojej karierze nie spotkałem się z przypadkiem, aby ktoś miał na koncie tyle punktów i nie stracił prawa jazdy. Nie odbiorę panu prawa jazdy, przyznam natomiast dodatkowe trzy punkty karne oraz grzywnę w wysokości… – Mick i ja spodziewaliśmy się kwoty idącej w tysiące – …stu sześćdziesięciu funtów”.

O książce:

Od zawsze był uzależniony od prędkości i uwielbiał życie na krawędzi. Fascynowała go też mechanika. Nim skończył dziesięć lat, umiał już rozbierać i składać silniki. W szopie swojego ojca spędzał więcej czasu niż on sam. Takie były początki przygody z motoryzacją, która stała się sposobem na życie.

W tej książce Guy Martin, gwiazda wyścigów motocyklowych, mechanik ciężarówek i prezenter telewizyjny, opowiada o swoim dzieciństwie i młodości, poszukiwaniu nowych wyzwań i spoglądaniu śmierci w oczy. Wyjaśnia, dlaczego kocha ścigać się na motocyklach, wspomina swoje największe szaleństwa, a także zdradza, co czuł, gdy na wyspie Man zaliczał uślizg przy prędkości ponad 270 km/h….

Motobiografia – pierwsza w Polsce autobiografia motocyklisty. Prawdziwa i fascynująca historia człowieka, który nie wie, co to strach. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich amatorów jazdy bez trzymanki!

Informacja prasowa